MTB Beskidy Trophy 23-26.06.2011
W tym roku mimo sprzyjającej pogody zawody było bardzo ciężkie. Trasy nie były najdłuższe i nie było największej ilości podjazdów, ale ciągle coś się działo i nie było za dużo miejsc, gdzie można by odpocząć.
Wielkie gratulacje dla całej drużyny Welodromu i podziękowania dla całego Pietraszonkowego towarzystwa. Najlepsze miejsce w kategorii zajął Jarek – 8. W open najwyżej sklasyfikowany został Paweł – nie miał żadnych awarii ani wypadków, co najlepiej świadczy o jego formie. Tomek też jechał bardzo dobrze, ale niestety problemy sprzętowe przeszkadzały w osiągnięciu lepszego wyniku. Albert po pierwszych dwóch dniach przejechanych ulgowo na trzecim i czwartym etapie dał ognia, a na ostatnim etapie był nie do zatrzymania.
Więcej na temat przebiegu zawodów można dowiedzieć się na blogu Tomka.
| Open | M/Kat | Kat | Nazwisko | Imię |
| 168 | 81 | M3 | Wilk | Paweł |
| 215 | 58 | M2 | Szymański | Tomasz |
| 237 | 8 | M5 | Wójcik | Jarosław |
| 243 | 118 | M3 | Niedzielski-Soley | Albert |
Beskidy MTB Trophy 2010
Relacja Jarka. Etap I – Wielki Stożek
Dzisiaj w końcu nie trzeba startować o 10-tej, pchać roweru pod górę, po kamieniach, błocie i korzeniach, sprowadzać po zbyt stromych zjazdach, biegać po bagnie po kolana, wyciągać roweru z błota, bo się zapadł, prażyć się na słońcu, prosić kolegów o zapasowe dętki i pompki, bo własne są dziurawe albo nie pasują do kół. Nie trzeba wmuszać w siebie kolejnych pysznych śniadań i obiadów, bo jeść za bardzo się nie chce, ale bez jedzenia się nie pojedzie. Niestety to wszystko już się skończyło. Zostały wspomnienia .
W tym roku mieszkaliśmy z Dorotą, Ulą, Tomkiem i załogą z Cyklotrampu we wspaniałym miejscu prawie na szczycie góry.
Samochodem podjeżdżało się z rozpędu na jedynce, raz nawet próbowałem tam podjechać rowerem, ale ponieważ było to po zawodach szybko zrezygnowałem. Rano z lasu wychodziły sarny. A jedzenie było prawie w całości z produktów naturalnych.
Trochę jak w bajce. Maraton w tym roku też był bajkowy – zupełnie nie jak MTB Trophy.
Do biura zawodów jedziemy w czwartek rano – dostaję numer 300 – fotoreporterzy będą kojarzyć na trasie. Pierwszy etap jak zwykle od trochę krótszy – ‘tylko’ 42 km. Ale ponieważ przez kilka poprzednich dni mocno padało – teren był mocno rozmiękczony i nie było łatwo. Relacje z trasy mieliśmy bardzo dokładne, bo Bartek z Renatą często się z nami kontakowali i mówili co się dzieje w górach. Przed startem stwierdzam, że bardzo wielu zawodników – nawet z czołówki jedzie z błotnikami. Ja oczywiście przed wyjazdem trzymałem swoje błotniki w ręku ale stwierdziłem, że bez sensu je brać no a jednak coś by się przydało. Poszedłem do najlepszego mechanika z Czech ( podobno rozkłada Dual Control XTR w 15 minut ) , żeby może coś kupić a on wyjął mi ze śmietnika pustą butelkę po mineralnej – powiedział, żeby przeciąć na pół i przymocować do ramy zipami. Ten patent sprawdzał się znakomicie przez 3 dni. A w czwartek niektóre miejsca, które normalnie byłyby do podjechania trzeba było pokonywać z buta. Na błotnistych zjazdach z kolei trochę się obawiałem o Rocket Rony 2.25, które przy swojej grubości mogły sie zapychać błotem albo nie za bardzo trzymać. Okazało się jednak, że był to genialny wybór na tegoroczne Trofi. Przy słabym amortyzatorze 2.25 bardzo poprawiało trzymanie na kamieniach a błoto dzięki rzadkiemu bieżnikowi natychmiast odrywało się od opony. Na trasie jechało się całkiem nieźle – sił było jeszcze dużo – na podejściach z reguły wyprzedzałem, nawet udało mi się wyprzedzić Norberta Słowińskiego, Ryśka Studżibę z Cyklotrampu i Ludmiłę Damkową – dopiero na ostatnim błotnistym zjeździe, gdzie błoto połyka mi nogę i rower – długo nie mogę wyciągnąć roweru z błota rywale mnie wyprzedzają a ja już odpuszczam. Jest bardzo ślisko łatwo o wywrotkę z złapać kontuzję na koniec pierwszego etapu byłoby zupełnie bez sensu. Po pierwszym dniu jestem na 211 miejscu i 27 w M4 czyli mniej więcej tak jak na MTB Maratonie. Wygrywam z Piotrkiem Czapskim, Sławkiem Michalakiem i Krzyśkiem Marciniakiem. Krzysiek jest po chorobie, Sławek bez formy – więc z nimi raczej się nie pościgam. Piotrek w tym sezonie raczej ze mną przegrywa, ale z nim nigdy nic nie wiadomo – zawsze jak oglądam się do tyłu sprawdzam, czy nie widać jego żółtego kasku. Z Lucjanem Maślaną przegrywam 13-cie minut, z Markiem Zającem tylko 8, ze Sławkiem Wnukiem 1 minutę. Z Norbertem Słowińskim, z którym w zeszłym roku przegrałem zdecydowanie ścigamy się na finiszu i przegrywam o kilka sekund. Objeżdżam za to Ryśka z Cyklotrampu, Piotra Pisarka z B&K, Jacka Rusieckiego z MTB Mercedes, Jacka Wilka, Ulę, która się zgubiła i Adama Grodzkiego, który wybrał Istebną a nie Ełk. W sumie jazdy było około 4 godzin. Zwycięzcy – bracia Brzózkowie z Markiem Galińskim jechali 2h 24 minuty – przyjechali tak szybko, że musieli powtarzać dla fotoreporterów przejazd przez linię mety. Mix Cyklotrampu z Ulą, Ryśiem i Bartkiem w składzie na 2-gim miejscu za Austraiakami. Tymi samymi, z którymi ścigałem sie rok temu i raczej byłem z tyłu. W tym roku jadą za mną ale jedzie z nimi Ruopert Meisl z M5 – on mimo, że nie wygląda jest strasznym wycinakiem – regularnie przyjeżdża na 40 – 50 miejscu open !
Ostatni pierwszego dnia przejeżdża linię mety Tomek Winek – znajomy niektórych Weldromowców. Jestem dla niego pełen podziwu i trzymam kciuki za ukończenie całej imprezy.
Wieczorem pyszny obiad, pranie ciuchów, przygotowanie roweru. Zaczyna padać. W nocy leje, o piątej rano leje bardzo. Jest chłodno – 8 stopni ale pada już trochę słabiej. Pani Danusia mówi, że jak przestanie padać do 9-tej to będzie pogoda. Oby miała rację. Read more







